Długo przymierzałam się do obejrzenia tego filmu. Ze względu na ogromny sentyment do pierwszej części, wiedziałam, że to nie będzie dla mnie łatwy seans. W sercu wciąż noszę historię Maximusa, dlatego powrót do tego świata wiązał się z obawą, czy kontynuacja nie zepsuje magii oryginału.
Akcja filmu przenosi nas kilkanaście lat w przyszłość względem wydarzeń z oryginału. W centrum uwagi znajduje się Lucjusz, dorosły już syn Lucylli (w tej roli ponownie Connie Nielsen). Przez lata, w ramach desperackiej próby uchronienia go przed bezwzględnymi czystkami politycznymi, był ukrywany przez matkę w odległej afrykańskiej Numidii – jak się ostatecznie okazuje, to właśnie w jego żyłach płynie krew dawnego bohatera, Maximusa. Spokojne życie Lucjusza burzy jednak brutalny najazd rzymskich wojsk pod dowództwem generała Acaciusa. W trakcie tej krwawej inwazji Lucjusz traci ukochaną żonę, a sam zostaje pojmany i zmuszony do walki o przetrwanie jako gladiator na rzymskiej arenie.
Lucjusz trafia do Rzymu, którym rządzi obecnie dwóch okrutnych i niestabilnych psychicznie współcesarzy: Caracalla i Geta. Warto przy tym dodać, że w rolę jednego z nich – cesarza Getę – wcielił się Joseph Quinn, czyli uwielbiany przez wszystkich Eddie ze Stranger Things! Muszę przyznać, że miałam spory problem z rozpoznaniem go w tej charakteryzacji, ale mimo to wytrwale go wypatrywałam na ekranie. Drugiego ze szalonych władców, Caracallę, zagrał natomiast Fred Hechinger.
W cieniu ich rządów i politycznych intryg porusza się Makrynus – potężny i bogaty handlarz, w którego brawurowo wcielił się Denzel Washington, wykorzystujący gladiatorów i knujący spisek mający na celu przejęcie władzy nad imperium. Obok nich na ekranie błyszczy Paul Mescal jako Lucjusz oraz Pedro Pascal jako rozdarty moralnie generał Acacius. Z czasem na jaw wychodzą dawne rodzinne powiązania, a skomplikowane relacje prowadzą nieuchronnie do krwawych walk na arenie Koloseum, rebelii przeciwko tyranii oraz desperackiej walki o przywrócenie dawnej świetności Rzymu.
Bilans kinowych wrażeń
Zalety:
- Aktorskie perełki: Widowiskowe sceny batalistyczne i rozmach produkcyjny robią wrażenie, ale to kreacje aktorskie niosą ten film. Szczególnie genialna gra Pedro Pascala jako generała Acaciusa – świetnie oddającego wewnętrzne rozdarcie moralne – oraz niezwykle intrygujący, charyzmatyczny Denzel Washington w roli Makrynus. Na osobną pochwałę zasługuje też powrót Connie Nielsen, która z gracją kontynuuje rolę Lucylli (siostry Commodusa z pierwszej części).
- Klimat: Film potrafi uderzyć w odpowiednie nuty i momentami rewelacyjnie oddaje surowy, bezwzględny, a zarazem monumentalny klimat starożytnego Rzymu, pozwalając na nowo poczuć ducha dawnej areny.
Minusy:
- Nierówności i wtórność: Miejscami scenariusz bywa nierówny, a niektóre wątki fabularne zbyt mocno powielają schematy z pierwszej części, co odbiera element zaskoczenia.
- Sztuczność na ekranie: Momentami rażą efekty wizualne – dotyczy to zwłaszcza generowanych komputerowo zwierząt na arenie, które wypadają dość sztucznie i psują realizm starć.
Podsumowanie
„Gladiator II” to film, który niesie ze sobą ogromny bagaż emocjonalny i nie oszczędza widza – momentów o głębokim ładunku dramatycznym i autentycznego smutku tu nie brakuje. To kinowa podróż pełna skrajnych odczuć: od zachwytu nad maestrią aktorstwa pierwszego planu, po bolesną świadomość, że nie każdą legendę da się powtórzyć w ten sam sposób. Mimo że CGI momentami kuleje, a scenariusz miejscami potyka się o własne ambicje, to wciąż solidne, potężne i angażujące widowisko. Dla kogoś, kto szuka w kinie przede wszystkim wielkich emocji, relacji i echa dawnych arcydzieł – jest to pozycja warta uwagi, choć zostawiająca w sercu spory ślad nostalgii.
Pozdrawiam serdecznie
Redaktor Naczelna Barbara Kornak
Assekor