Menu Zamknij

Gdy odchodzą ci, którzy tworzyli magię naszego dzieciństwa – o kruchości życia, powrotach do „Herosów” i pierwszym dniu szkoły

Gdy dotarła do mnie wiadomość o śmierci Hayden Panettiere, poczułam, jakby ktoś gwałtownie pociągnął za nitkę, z której utkana była spora część moich młodzieńczych wspomnień. W ślad za tym nadeszły kolejne bolesne ciosy – odejście niezapomnianego Tima Curry’go oraz ikonicznej Dolly Parton. W krótkim czasie świat opuścili twórcy, którzy w taki czy inny sposób definiowali wrażliwość mojego pokolenia. To dziwne, jak bardzo potrafimy zrosnąć się z ludźmi, których znaliśmy wyłącznie za pośrednictwem małego ekranu czy płyt z muzyką. Oni nie byli dla nas tylko postaciami czy wykonawcami – byli stałymi towarzyszami naszych popołudni, dorastania, pierwszych poważnych emocji i momentów, w których szukaliśmy w sztuce ucieczki od codzienności.

Ta fala odejść sprawiła, że coś we mnie zatrzęsło się mocniej niż zwykle. Ogarnęła mnie potężna fala nostalgii, taka, która nie pozwala przejść do porządku dziennego nad kolejnymi nagłówkami w mediach. Zamiast tego zrodziła we mnie głęboką potrzebę cofnięcia czasu – choćby na chwilę, choćby symbolicznie. Porzuciłam teraźniejszość i sięgnęłam po „Herosów”. Serial, który lata temu definiował moje pojęcie o niezwykłości, o walce dobra ze złem i o tym, że każdy z nas nosi w sobie ukryty potencjał.

Kiedy włączyłam pierwszy odcinek i usłyszałam te same motywy muzyczne, poczułam specyficzny ucisk w klatce piersiowej. Zobaczyłam młodą Hayden – pełną energii, pasji i tej niepodrabialnej iskry w oczach, która wtedy, lata temu, sprawiała, że wierzyłam, iż niemożliwe nie istnieje. Patrząc na nią na ekranie, boleśnie uświadomiłam sobie, jak kruche jest ludzkie życie i jak szybko przemijają lata, które wydawały nam się wtedy nieskończone.

Te powroty do przeszłości bywają bolesne, bo obnażają upływ czasu. Pokazują nam czarno na białym, jak bardzo zmieniliśmy się my sami, jak zmienił się świat wokół nas i ile bezpowrotnie straciliśmy. Ale z drugiej strony – dają niesamowite ukojenie. Są przypomnieniem, że fundamenty, które w sobie nosimy, wartości, którymi nasiąkaliśmy patrząc na naszych idoli, i emocje, jakie wtedy towarzyszyły nam w pokojach dziecinnych czy nastoletnich sypialniach, ukształtowały nas takimi, jakimi jesteśmy dzisiaj.

Tym bardziej, że kalendarz bezlitośnie przypomina nam o kolejnym zakręcie. Już jutro dzieciaki wracają do szkoły. Puste dotąd korytarze znów wypełnią się hałasem, plecaki znów pójdą w ruch, a my – rodzice – na nowo wskoczymy w wir wczesnych pobudek, odrabiania lekcji i codziennego pędu. Ten moment przejścia między letnim spokojem a wrześniową gorączką potęguje wrażenie, że czas pędzi absolutnie poza naszą kontrolą. Wczoraj sami z wypiekami na twarzy oglądaliśmy seriale i biegaliśmy po podwórkach, a dziś odprowadzamy własne dzieci do szkoły, patrząc, jak one budują swoje własne, unikalne wspomnienia.

W natłoku tych wszystkich zmian, obowiązków i powrotów, rzadko dajemy sobie przyzwolenie na chwilę refleksji nad tym, jak szybko wszystko przemija. A przecież i ci serialowi bohaterowie, i codzienne chwile z naszymi dzieciakami tworzą wspólnie tkankę naszego życia.

Zastanawiam się, czy Ty też masz takie postacie, dzieła lub seriale z dawnych lat, do których wracasz, gdy świat wokół zaczyna pędzić za szybko – zwłaszcza teraz, na progu nowego roku szkolnego? Jak sobie radzisz z tym nieustannym biegiem czasu?

Pozdrawiam serdecznie

Redaktor Naczelna Barbara Kornak

Assekor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Call Now Button